środa, 17 czerwca 2015

Odmienna - Historii osobistej kawałek

Inna
Odmienna
Nierozumiana
Odrzucona
NieTaka
Samotna
Zalękniona
Nadwrażliwa

W słabości moc się doskonali

Wyjątkowa
WłaśnieTaka
Silna
Odmienna?
Akceptowana
Kochana
Kochająca
Wrażliwa
Dzika

Wilczyca



Moją przeszłość i teraźniejszość łączy zdanie, jakie mi na każdym etapie rozwoju towarzyszyło. W słabości moc się doskonali. Czułam, że ma ono niezwykłą moc, teraz odczuwam ją szczególnie silnie. 
Poczucie samotności, odrzucenia, związane z ciągłym byciem w mniejszości, lub gdzieś z dala od większości, bycia gdzieś pomiędzy, długo mnie przytłaczało. Zaczęło wpływać na moje decyzje dotyczące tego, co chcę i jak robić w moim życiu (zawodowo, osobiście) byle by w końcu przestać być aż takim odmieńcem.

Na szczęście dziś już nie mam wątpliwości, co do tego, kim jestem, czego chcę i co pragnę robić. Odkrywam ogromną siłę w byciu Odmienną, podążania trochę pod prąd, ale za to w zgodzie ze sobą. Doświadczam tego, że są ludzie, choć dalej w mniejszości, którzy odczuwają podobnie, mają podobna otwartość i pragnienie rozwoju. Choć z mniejszością, ale przeżywam niezwykłą moc, jaką daje przynależność, wataha, duchowa rodzina. Jakkolwiek to nazwiemy, wiem już, że ludzie podobni znajdą się w każdej mniejszości i odnalezienie jej jest o wiele cenniejsze niż podporządkowanie się, komuś, czemuś, podążanie z ogólnie utartym nurtem. Wspólnota, społeczność, jaka się wytwarza wśród SWOICH pozwala na to by dotychczasowa słabość mogła zamienić się w siłę. 

Tym samym pragnę podzielić się wnioskiem, jak ważne jest to, aby na pewnym etapie swego życia wybrać się we własną podróż w celu doświadczania, odkrywania, bo dotychczas znane środowisko może nie mieć wystarczających zasobów abyśmy mogli w nim kwitnąć i się rozwijać na miarę własnych możliwości. Zatem odważmy się robić rzeczy, które wcześniej wydawały nam się nieosiągalne, niemożliwe lub o których zawsze na dnie serca marzyliśmy. Podążajmy za swym wewnętrznym głosem, impulsami intuicji, podświadomości. 

Dziś mówię o sobie Wilczyca, co oznacza moją dziką naturę, spontaniczną, energiczną, intuicyjną, silną, magnetyczną. I odkrywanie tej części siebie wiąże się z różnymi konsekwencjami, ale nie muszę już ich się bać. Oswoiłam, zaakceptowałam, że będąc sobą nie jestem idealna, zmieniam się, popełniam błędy i nie każdemu się podobam, ze swoimi poglądami i wyborami. Dziś to mi daje siłę, kiedyś ją odbierało. 

Zamieniaj swoje słabości w siłę, pozwól sobie na bycie przy sobie, czyli bycie wiernym temu, co naprawdę czujesz, myślisz. Bo są na świecie ludzie, którzy maja podobnie. Trzeba tylko robić swoje a oni zwyczajnie się znajdą, ujrzysz ich, spotkasz, by doświadczyć mocy, jaka płynie z przynależności. Jakie zwierzę Ty w sobie odnajdziesz, odnajdujesz?

Pozdrowienia z odwagą mówienia o sobie, 
Wilczyca
Dorota Komasa


poniedziałek, 8 czerwca 2015

Twórczość w Bliskości, czyli nowe warsztaty Wilczycy

foto:DorotaKomasa

Będąc w relacji z dzieckiem, zarówno jako rodzic jak i jako mentorka, nauczycielka, edukatorka, możemy odkryć różne prawdy o sobie. Dzieci przez swoją bezpośredniość potrafią dotknąć najczulszych, najbardziej skrywanych miejsc. Potrafią być bodźcem do przyjrzenia się sobie.
Dziś skupię się na twórczości, potencjałach i bliskości.

Ten temat jest mi szczególnie bliski, bo obserwuję, jak bliskość z dzieckiem czy drugim człowiekiem potrafi leczyć moje zranione serce, i wszystko jest ok, jeśli zarówno w takiej relacji biorę jak i daje. To uzdrawianie dzieje się w najmniej oczekiwanych momentach, Kiedy kroję marchewkę, przychodzi kilkuletni Wilk i mówi: /Jak Ty pięknie kroisz, chciałbym Ci pomóc/. Zamyślona nad jakimś szkolnym wydarzeniem, po głowie chodzi tylko pytanie /i co dalej?/ a kilku letnia Wilczyca przybiega by zaciągnąć mnie do innego pokoju by pokazać swój świat. W takich chwilach moje serce topnieje, o i jeszcze w momentach, gdy widzę, jak te Wilczki, zmieniają się we współtworzonym przeze mnie środowisku, i gdy przychodząc na Dzień Dobry od Innego dorosłego Wilka otrzymuję przytulenie. To są momenty o których może kiedyś marzyłam, by były częścią mojego życia, a dziś nim są.
Przyjrzyj się swoim relacjom z ludźmi, dziećmi i zwróć uwagę, które z nich tworzą w Tobie przestrzeń na bycie sobą, otwierają serce i wywołują uśmiech, a które wprawiają w zadumę, smutek lub wywołują napięcie.

Drugi temat, to połączenie twórczości i potencjałów. Mówi się często o kreatywności, a w moim odczuciu ważniejsza jest twórczość, i twórcza czyli otwarta umiejętność wykorzystywania swoich potencjałów. Czyli tych przestrzeni, które budzą naszą satysfakcję, pozwalają być w Żywiole, czyli angażować całego siebie w jakimś działaniu.
Ponownie dzieci, relacje z nimi szczególnie potrafią nas otworzyć na twórczość, na poszukiwanie własnych potencjałów, o które być może nigdy siebie nie podejrzewaliśmy.
I takim przykładem są dla mnie mamy, które po urodzenia swego dziecka, odkryły w sobie potencjał fotoreporterski, rękodzielniczy, albo jeszcze inny. Także mentorzy, nauczyciele, i ja sama, którzy w kontakcie ze sobą, dziećmi, odkrywamy nowe możliwości. Odkrywamy, że możemy nie tylko uczyć matematyki, ale także grać, tańczyć, czy śpiewać. Znasz podobny przykład, gdzie rodzic nigdy wcześniej na niczym nie grał, aż nagle odkrył ze swoim dzieckiem, że świetnie do grania nadają się najprostsze przedmioty, albo w zabawie zaczyna śmiać się jak nigdy wcześniej i od tamtej pory postanawia robić to jak najczęściej.
Dzieci twórcze są cały czas, ową twórczość, czyli chęć do spontanicznego działania, do aktywności z całkowitym zaangażowaniem jest jednak ograniczana wraz z wiekiem ale też każdą kolejną oceną.
Uczymy się w procesie socjalizacji, co warto robić, co się innym podoba a co nie i w taki sposób często dokonujemy decyzji co do kolejnej szkoły, studiów, pracy, partnera, stylu życia. Jak często siebie pytasz czy to co robisz, z kim jesteś, jest naprawdę Twoje? Zapraszam Cię byś pytał/pytała siebie o to czy to co robisz, czego właśnie doświadczasz jest rozwijające, rozluźniające, uszczęśliwiające, czy nie. Zapytaj też siebie, co byś robił/robiła, gdzie byś był/była gdyby pieniądze nie miały znaczenia, gdyby nic Ciebie nie ograniczało...To jest jedno z trudniejszych pytań, ale jeśli głęboko nad nimi się zastanowimy, to dotrzemy do własnych uśpionych potencjałów, dotrzemy do twórczości własnej i nareszcie, otworzymy się na bliskość, bliskie relacje.

Łącząc potrzebę bycia w bliskich relacjach z ludźmi, uczenia się wzajemnie takich relacji z szacunkiem wobec siebie nawzajem, ale także potrzebę twórczego działania, wymiany z ludźmi różnymi potencjałami zapraszam na autorskie, cykliczne warsztaty /Twórczość w Bliskości/. Warsztaty są otwarte dla rodziców z dziećmi, w wieku 2-4 lat. Odbywają się we współpracy, bliskości, współdziałaniu rodzica z dzieckiem. Będziemy wraz z dziećmi odkrywać nasze potencjały, zanurzać się w twórczości, bez oceniania, w porozumieniu bez przemocy.

Kiedy? W każdy poniedziałek,
O której? Od 16:30
Jak długo? Od 1 do 1,5h.
Ile wynosi inwestycja? Pierwsze zajęcia to symboliczne 5zł, kolejne 35zł.
Gdzie odbywają się warsztaty? W Naturalnej Szkole Bukowy Dom, ul Pszczyńska 139, Wyry, między Mikołowem a Tychami.
Kto prowadzi?
Dorota Komasa,
mentorka, pedagożka, Instruktorka Symboliki Ciała i Improwizacji Tańca
Jak się zapisać? Zadzwoń: 533 737 877 lub napisz: komasa.dorota@gmail.com

Z pozdrowieniami,
Wilczyca

środa, 27 maja 2015

Codzienność -- z miłością, bez lęku, w kontakcie i jedności.



"Ktoś, kto nie wierzy, że można go kochać takiego, jaki jest, dąży do kontroli. Ale władza nie karmi. 

Może dać poczucie, że kogoś mam, kontroluję go, narzucam mu swoją wolę, ale on jest martwy, nic od niego nie dostanę w odruchu miłości czy choćby dobrej woli. Muszę wszystko wymusić strachem, a taki podarunek nie rozwija. Nie zawiera w sobie bezcennego przekazu, że został zrobiony w efekcie wolnego wyboru. 

Władza jest substytutem miłości, ale nie pozwala tak jak ona ludziom rosnąć".

ANDRZEJ WIŚNIEWSKI

Powyższy cytat i wiele Przeczycach ostatnio przeze mnie tekstów na temat miłości, wolności, edukacji alternatywnej, wychowania odkrywa przede mną nowe spojrzenie na wyżej wymienione tematy.

Obserwuję jak wiele naszych decyzji, wyborów kierowanych jest tak naprawdę nie przez miłość, a przez lęk. Lęk przed zranieniem, odrzuceniem, zdemaskowaniem mojego ego. Obserwuję jak wiele lęku jest w ludziach, we mnie. Każdego dnia spotykam się z ludźmi, ich decyzjami wynikającymi z obaw, z nieukochania siebie samego, z poczuciem bycia niekompletnym, niekompetentnym. Dostrzegam zranione serca, skryte w zgarbionych ramionach lub w nienaturalnie umięśnionych klatkach piersiowych. Tak bardzo boimy się być przy sobie, przyznać, że czegoś nie potrafimy, czegoś się boimy, że zamiast żyć prowadzimy wyścig w poszukiwaniu idealnej drogi życia. Chcemy być idealnymi matkami, pracownikami, ojcami, wnukami, partnerami. Zagubieni w poszukiwaniach zapominamy, kim jesteśmy i czego naprawdę chcemy. Dajemy kary, bo kochamy a tak naprawdę boimy się, że ktoś zobaczy, że jesteśmy niedoskonali, że ktoś odkryje nasze słabości. Mówimy dzieciom z miłości, że mogą robić, co chcą, a tak naprawdę boimy się, że dziecko odbierze coś, jako przemoc, której sami byliśmy ofiarą. Mówimy, że musimy coś robić, bo boimy się, że ktoś zobaczy, czego naprawdę chcemy i to oceni.

A co się może tak naprawdę stać, gdy porzucimy nasz lęk? Co się wydarzy, gdy uznamy, że jesteśmy całością i nie potrzebujemy nikogo/niczego by nas dopełniał? Co to w ogóle oznacza?
Może okazać się nagle, że kogoś zranimy lub, że poczujemy się wolni, od ciągłego napięcia, kombinowania, poczujemy ulgę, będziemy mieli więcej wolnego czasu. A może się okaże, że coś co do tej pory nazywaliśmy miłością jest tylko niezdrowym przywiązaniem?
Dla każdego będzie to pewnie trochę, co innego. Ważne dla mnie jest, aby nie popadać w skrajności. Za to aby być otwartym na to, że wszystko może się zmienić. Nie chodzi też o to by nie odczuwać lęku, ale o to żeby mieć jego świadomość, aby nie miał nad nami władzy. Gdy się boję, bronię się, na różne sposoby. Jedni uciekają, inni atakują, jeszcze inni zamierają (polecam książkę Obudźcie tygrysa. Leczenie traumy. Peter A.Levine). A to, co w sobie nosimy, czuć. Jeśli jednak mamy świadomość tego co z nami się dzieje w różnych sytuacjach, to świadomie możemy na nie wpłynąć, zadecydować co z tym wydarzeniem zrobimy. Czy zatrzymamy w sobie złość, bojąc się co ktoś pomyśli sobie gdy ją ujawnimy, obciążając mocno siebie. Możemy też w sposób nie agresywny ją wyrazić, dając do kontaktu także drugiej stronie to co dzieje się z nami. Czasami mówimy o energii, że od kogoś/czegoś jakąś czujemy. Dziś myślę, że chodzi o to czy pozwalamy sobie, aby nasze emocje przez nas płynęły, czy je w sobie zatrzymujemy i o to, jaka jest proporcja zastoju wobec przepływu. Energię, intencję, miłość dziś pojmuję, jako przepływ lub zatrzymanie emocji w sobie, w ciele oraz jako odzwierciedlenie mojego kontaktu z tymi emocjami, albo jego braku. Już od poczęcia odczuwamy, to nie jest coś, czego się uczymy z wiekiem. Odczuwanie jest z nami od początku. To, czego doświadczamy emocjonalnie i fizycznie zapisane jest w każdej komórce naszego ciała. Kiedy postanowimy się ćwiczyć naszą uważność z pewnością odkryjemy jak powiązany jest nasz umysł, ciało i emocje. To proces, proces odkrywania tego, że choć nazywamy różne części siebie i poprzez to nazwanie je wyodrębniamy to tak naprawdę jesteśmy jednością.

Życzę Ci abyś pozwolił sobie na miłość, na ukochanie siebie w całości. Wówczas jakiegokolwiek wyboru w życiu dokonasz, cokolwiek zrobisz, nie będziesz musiał się bać, że będzie to rysą na Twoim nieskalanym ego(obliczu). Nie jesteśmy idealni, i ta niedoskonałość jest piękna, bo pozwala nam popełniać błędy, uczyć się, doskonalić.

Szczególnie zapraszam Cię do zadbania o swoje emocje, o przepływ, o serce. Przyjrzyj się swojemu oddechowi, czy jest płynny, jak się zmienia, gdy się denerwujesz, stresujesz, boisz. Zwróć uwagę na swoje ramiona, one wiele powiedzą Ci o Twoim sercu, podobnie jak kark, głowa i napięcia w ich okolicy. Zadbaj szczególnie o te miejsca, w których czujesz dyskomfort, one wysyłają Ci sygnały, czym warto się zająć.

Warto zacząć od drobnej zmiany, może być żywieniowa, mogą to być zajęcia tańca, ruchu, jogi, medytacja a może po prostu robienie czegoś co uwielbiasz. 
Jeśli będziesz miał/miała ochotę zapraszam Cię do przyjrzenia się swojemu ciału, ruchowi, tańcu, emocjom. Jednym ze sposobów treningu uważności są zajęcia z Żywego Tańca. Robię to, aby dzielić się swoją wiedzą na temat tego jak ukochać swoje ciało, jak je doceniać, jak go słuchać, jak pomóc sobie w odblokowaniu zastanych części ciała. 

Bądź w kontakcie, przede wszystkim ze sobą, a wtedy kontakt ze światem i wysyłana energia zmieni swoją, jakość. 

Wilczyca, 
Dorota Komasa, 
Instruktorka Symboliki Ciała i Improwizacji Tańca

niedziela, 17 maja 2015

LegoCodzienność, czyli o rozmowach przy okrągłym stole.



W każdej szkole panuje moda. Moda na figurki, karty, bohaterów z bajek czy filmów. U nas od jakiegoś czasu panuje moda na Lego. Moda ta często staje się źródłem frustracji, rywalizacji, porównań, ale także współpracy, negocjacji, wymiany.
W szkole wolnościowej, naturalnej, jaką tworzymy w Bukowym Domu, jest przestrzeń na to, aby Lego było przedmiotem zajęć edukacyjnych. W odpowiedzi na ogromne zainteresowanie tymi klockami, różnymi jego seriami zaczęliśmy tworzyć karty pracy z postaciami z Hobbita (w zasadzie tworzyły je dzieci zainteresowane tym tematem, ucząc się nie tylko obsługi przeglądarki, w poszukiwaniu zdjęć bohaterów, ale także programów do pisania i do obróbki zdjęć). Zostały też przeprowadzone zajęcia dla Mentorki, zorganizowane przez miłośników powyższego tematu. W ramach zajęć konstruktorskich zaproponowaliśmy by każdy przyniósł Lego, jeśli chce, tak by każdy mógł z nich coś stworzyć, budować. 
Siedząc przy okrągłym stole, ustalając dzień, w którym miałyby się te zajęcia odbyć, w składzie trzech chłopaków, trzy dziewczyny doszło do takiej spontanicznej dyskusji:

F: Chciałbym, aby było tak, że będzie można ze sobą rywalizować. Czyli, że będą dwie grupy, i ta, która lepiej coś zbuduje wygrywa, i ich budowlą będzie można się bawić.
M: A ja wolałbym, żeby nie było rywalizacji, bo wtedy komuś może być przykro.
A: Ja też bym nie chciałaby była rywalizacja... 
F: To poczekaj, bo mi chodzi o to, żeby rywalizować mogli Ci, co chcą. 
M: Aha. To ja chciałbym by było tak, że kto chce to może rywalizować a kto nie chce to nie będzie.
F: No tak, będą trzy grupy. Ta, która nie będzie chciała to nie będzie rywalizować, a Ci, co będą chcieli to będą mogli.
M: A to ok.
A: Uff. 

I tak oto toczy się codzienność w Bukowym Domu. Choć nie wprowadzamy rywalizacji w działaniach, ona jest, dzieci ją znają i borykają się z nią. Doświadczają owej rywalizacji i jej braku i mogę wybrać, co bardziej im pasuje. Jednocześnie mają możliwość wyrażenia swojego zdania, swoich odczuć i uczą się między sobą rozwiązywać trudne sprawy. Niekiedy potrzebne jest wsparcie dorosłych, pomoc w nazwaniu emocji, znalezieniu nowych rozwiązań. Rozwój dzieci i szkoły to jest proces, który ma różne poziomy i etapy. Te poziomy, które mam na myśli to m.in. to, co dzieci werbalizują, o czym mówią przy dorosłym, wśród innych dzieci oraz wśród rodziców. Często to są skrajnie różne poziomy, jak dwa różne wymiary. I nic w tym dziwnego, bowiem w każdym z tych poziomów doświadczamy innych reguł i zasad, zatem zachowujemy się i mówimy niekiedy, co innego. Dlatego myślę, że ważna jest wymiana między tymi poziomami, po to, aby lepiej zrozumieć złożony, wielopoziomowy, wielowymiarowy świat dziecka. Ale czy tylko świat dziecka taki jest? Czy to nie jest naturalne także dla nas dorosłych, że w różnych środowiskach zachowujemy się różnie? Jedne z nich nas zamykają, inne otwierają, jeszcze inne są neutralne albo irytujące. Warto jednak dbać o to, aby przez większość czasu być tam, wśród tych, których chcemy. A co to znaczy dobrze się gdzieś czuć, i jak sprawić, by otaczać się takimi ludźmi, wydarzeniami, miejscami w codzienności to jest już osobny temat. 


Przyglądajmy się tym procesom, w jakich uczestniczymy my--dorośli, oraz dzieci, z którymi przebywamy. Bądźmy ciekawi, tych różnych poziomów, bo one są częścią naszego życia. I stwarzajmy takie przestrzenie, w których nam i dzieciom będzie dobrze, przy jednoczesnej akceptacji, że tym, którzy z nami są, może też być dobrze w innych środowiskach. 

Mentorka

Codzienność--Węch


Zapraszam, weź głęboki oddech i poczuj zapach pokoju, w którym właśnie przebywasz.  Czy zdajesz sobie sprawę, do jakich celów używasz swojego nosa? Czy myślisz o nim tylko wówczas, gdy jest zatkany, mówiąc „nic nie czuję”?
Gdy gotuję, często wyznacznikiem tego, jakich dodam przypraw do potrawy jest właśnie węch. Często wchodząc do kawiarni czy restauracji, nie tylko wystrój wnętrza mnie zaprasza lub odpycha, ale także zapach, jaki temu miejscu towarzyszy.
Zwłaszcza wiosną warto ćwiczyć świadome używanie tego zmysłu. W tym czasie wszystko kwitnie i pachnie tak cudnie, że na każdym kroku można się zachwycać albo czuć zawrót głowy. Od kiedy jestem uważniejsza na zapachy wiem, że choć lubię zapach bzu, to drażni mnie, gdy mam z nim do czynienia zbyt długo. Wiem też, że źle na mnie wpływają zapachy płynów i proszków do prania, powszechnie używane. Zdecydowanie lepiej mi się śpi w pościeli wypranej z dodatkiem naturalnego olejku lawendowego lub samego szarego mydła. A najcudowniejszy zapach pościeli to ten, gdy miała ona okazję wietrzyć się na słońcu. Warto zwrócić uwagę na ten zmysł, i poczuć, co on nam podpowiada. Przyjrzeć się jak wpływa na nasze decyzje i wybory. Nie od dziś wiadomo o aromaterapii. Nie trzeba jednak czytać naukowych książek czy artykułów, aby dowiedzieć się jak aromaty na nas wpływają. Można się nimi wesprzeć, korzystać z wiedzy specjalistów. Jednak można też samemu być uważnym i słuchać swojego organizmu, swoich zmysłów by odkryć jak drobne kwestie mają wpływ, na jakość naszej codzienności.

Życzę Ci uważnego wąchania.

Wilczyca

niedziela, 10 maja 2015

Żywy taniec, symbolika ciała w tańcu improwizowanym i codziennym ruchu.

Włącz muzykę, najlepiej instrumentalną, ale może być każda, jaką lubisz. Zamknij oczy i spróbuj poczuć jak każdy kolejny dźwięk z uszu przechodzi dalej, przez krtań, barki do łokci i koniuszków palców. Dalej przez płuca, żołądek, wypełnia miednicę, uda, nogi do kolan aż po koniuszki palców u stóp. Dźwięk to fala, pozwól jej się rozejść po ciele, a wówczas pobudzi Cię do tańca, do ruchu. Może on być minimalny. Zwróć uwagę, co dzieję się z Twoim ciałem z każdym kolejnym dźwiękiem....

Zawsze, gdy czuję zmęczenie i przytłoczenie zakładam słuchawki i zamykam oczy. Poprzez izolację innych dźwięków te, które słyszę działają z większą mocą i pozwalają naprawdę się zrelaksować. Polecam spróbować, zatopić się w dźwiękach....Wystarczy kilka minut dziennie, by odczuć zmianę. To trening uważności. Równie dobrze możesz usiąść na trawie i otworzyć się na dźwięki natury i dać się ponieść przez wiatr. To trening wrażliwości i otwartości. 

Czasami, aby móc funkcjonować w świecie, pełnym wyzwań, zadań, obowiązków, trzeba zamknąć się w swojej przestrzeni i pozwolić sobie na odczuwanie tego, co do mnie przychodzi, co chcę wyrazić. 

 
Fot.Dorota Komasa, Modelka: Agatika



Dlaczego żywy taniec?
Często tańczymy, uczymy się kroków, choreografii, ale nikt nie uczy nas jak odczuwać w tym tańcu swoje ciało, jak pomóc mu oswoić te kroki, ruchy, jak nadać im własny, niepowtarzalny wyraz. Jest grupa, są zajęcia, trzeba mniej lub bardziej tańczyć tak samo i równo. Oczywiście są różne szkoły, różni trenerzy i warsztaty. I oczywiście to także daje satysfakcje i nas rozwija. 
To jednak nie jest wszystko, czym może być taniec. 
Doświadczam, co jakiś czas zajęć opartych na technice i choreografii, i to, czego mi zazwyczaj brakuje to właśnie tej uważności i świadomości, różnych części ciała, tego jak ja je odczuwam, jak one pracują. W ciągu godzinnych zajęć nie ma na to czasu. Wewnętrznie czuję, że to właśnie ta świadomość nadaje wartości dodatniej każdemu tańcu, każdej technice. Nadaje wyraz i głębie. Dużo o tym mówi Ohad Naharin. Będąc na tygodniowych warsztatach z jedną z jego uczennic, podczas Międzynarodowych Warsztatów Tańca Współczesnego w Poznaniu, odkryłam, że Gaga Dance, to rodzaj tańca, który sprawia, że nie ma znaczenia czy jesteś tancerzem baletowym, czy amatorem tańca po prostu. Chodzi o wyrażanie siebie poprzez taniec, poszerzanie zakresu możliwości swojego ciała, odkrywaniu tych możliwości poprzez ograniczenie przestrzeni ruchu! Każdy wyniósł z tych warsztatów dla siebie nową jakość. To było odkrycie, doświadczenie, które znacząco wpłynęło na mój rozwój zarówno osobisty jak i taneczny. 
Niedawno odkryłam coś jeszcze, co pokierowało mnie w stronę żywego tańca. To muzyka na żywo. Często improwizowana. Czasami bez instrumentów, jakie znamy powszechnie. Tutaj inspiracją było spotkanie w gronie bliskich osób, wraz, z którymi spontanicznie, bez wcześniejszego zaplanowania, stworzyliśmy orkiestrę, wspólnotę muzykującą. Często wykorzystujemy to z kadrą wśród dzieci Bukowego Domu, improwizując koncerty muzyczno-taneczne. Każdy może grać, wykorzystując ścianę, bębenek, pianino, ręce czy klocki. Najczęściej odbywa się to w ruchu, bo dźwięk to fala, która pobudza, wyzwala, inspiruje. Drugim, a w zasadzie wcześniejszych źródłem do połączenia tańca z muzyką było STOMP , grupa ludzi, która tworzy muzykę tańcząc, poruszając się, wykorzystując przy tym najróżniejsze przedmioty. 

Zatem potrzeba stworzenia owych warsztatów, jest bardzo głęboka i wielopoziomowa. Doświadczyłam i nadal doświadczam jak ważne jest bycie w kontakcie nie tylko ze swoim umysłem ale także (a może przede wszystkim) ze swoim ciałem! Jak bardzo to jak chodzimy, jak odmawiamy, stawiamy granice, może się zmienić, jeśli pozwolimy naszemu ciału dojść do głosu. Gdy pozwolimy by fale dźwiękowe przez nie przepływały. Wcale nie trzeba być tancerzem by tańczyć, ani być muzykiem by grać, ani być śpiewakiem by uwolnić swój głos. Wystarczy być otwartym na doświadczanie, na poddanie się wibracjom muzyki, a nagle odkryjemy, że mamy głos, że mamy poczucie rytmu i że mamy siłę mówić STOP. 

Zapraszam, 
Dorota Komasa
Wilczyca, pasjonatka żywego tańca, muzyki i ich wpływu na życie każdego z nas.
Instruktorka Improwizacji Tańca i Symboliki Ciała oraz Teatru Eksperymentalnego wg. Metody Detlefa Kapperta. 


czwartek, 16 kwietnia 2015

Przeżywaj codzienność z pasją i bądź zmianą, której oczekujesz od świata!



Wyobraź sobie nauczyciela w szkole, takiej z ławkami, dzwonkami i ocenami. W szkole gdzie panuje jasno określona hierarchia, podział władzy. Wyobraź sobie taką piramidę od dyrektora, przez administrację szkolną, nauczycieli, sprzątaczki, woźnych aż po dzieci...Pomyśl o murach, w jakich odbywa się edukacja, o tym jak wyglądają zajęcia z wychowania fizycznego, przyrody, o przerwach i otoczeniu szkolnym. Daleko nie trzeba sięgać, wystarczy uruchomić wspomnienia. 

Na myśl o tym systemie, o tych nauczycielach (niektórzy dzielnie radzą sobie, odczuwając ze swej pracy również satysfakcję), dzieciach i hierarchii czuję ogromne zatroskanie. Kiedyś wywoływało to we mnie bunt, złość, lub bezsilność.
Ta troska wynika z tego, że widzę jak ogromną potrzebą jest szeroko rozumiana zmiana. Zmiana naszego wyobrażenia o edukacji, zdobywania wiedzy i umiejętności. Zmiana naszego wyobrażenia o relacjach zawodowych, w znaczeniu pracodawca-pracownik.  Zmiana naszych działań przygotowujących dzieci do życia w przyszłości. 

Mówiąc o zmianach mam na myśli zmianę postawy jaka idzie za myśleniem, że to ktoś, musi sprawić by było inaczej, lepiej, bym czuł/czuła się spokojna, zaspokojona. Zamiast poszukiwać organu wprowadzającego zmianę, sama mogę tę zmianę zainicjować, poczynając od siebie.

Mogę to zrobić poprzez zadawanie sobie szeregu pytań. Mówiąc, że coś ma się zmienić, to co mam tak naprawdę na myśli? Że co ma się zmienić, kto ma tę zmianę wprowadzić i dlaczego swój spokój, zaspokojenie, spełnienie uzależniam od innych? Co ja mogę zrobić by zmienił się system edukacji, co ja tak naprawdę myślę o obecnym systemie edukacji i co się stanie jeśli moje dziecko będzie się uczyć w warunkach o jakich ja nawet nie mogłam marzyć? Czy wprowadzając zmianę w sposobie edukowania mojego (czy też cudzego) dziecka, jestem gotowa na zmiany jakie to może wywołać?

Jakiś czas temu czytałam artykuł o meta komunikatach (jak go znajdę to przywołam tutaj), gdzie prosty przykład pozwolił mi skontaktować się ze sobą. Taka sytuacja: przychodzę do partnera i mówię dlaczego, Ty ze mną nie rozmawiasz? Przestałeś już ze mną rozmawiać tak jak kiedyś!
Co się dzieje po takim komunikacie? O co tak naprawdę chodzi? O to, że to partner ze mną już nie rozmawia, czy może o to, że ja już nie jestem gotowa na taką otwartość jak kiedyś. Bo różne sytuacje, w naszej relacji mnie zraniły i zamknęły na Ciebie. Być może tak było, mówić jednak wyżej przytoczone słowa, ja nie mam kontaktu ze sobą, nie biorę odpowiedzialności za siebie, natomiast starannie ją przerzucam, mówiąc, że to Twoja wina (z Tobą coś się zmieniło). I ta dygresja znalazła tu swoje miejsce, bo doświadczam i dostrzegam taką tendencję do przekazywania odpowiedzialności za zmiany innym, co wg. mnie wzmaga tzw. Postawę roszczeniową. Znaczenie bliższe mi jest pytanie się siebie, co ja mogę zrobić, co ja w tej sytuacji czuję, jak mi z daną zmianą itp.

Być może nie podejmujemy żadnych zmian bo nie wiemy co możemy zrobić albo jak.  

Jeśli pragnę zmiany w edukacji, mogę założyć swoją szkołę, uczyć dziecko w domu, wybrać dla siebie/dziecka szkołę alternatywną. Mogę czytać, rozmawiać z ludźmi o innych sposobach nauczania niż te, które większość z nas zna. 

Jeśli pragnę innych relacjach zawodowych, to będąc w miejscu, w którym jestem mogę szukać nowych możliwości: samozatrudnienia, współpracy, rozwoju. Mogę czytać, rozmawiać z ludźmi, którzy pracują tak jak zawsze pragnęli. 

Jeśli pragnę zmiany w bliskich relacjach, to mogę odmawiać, odejść, rozmawiać. 
Żyję w takim momencie, w takim kraju, w którym mogę zmienić pracę, rozwieźć się, zmienić szkołę, kształcić się, mogę odżywiać się na wiele rozmaitych sposobów, mieszkać w ekowiosce lub bloku. Mogę tyle, na ile sobie pozwolę. Mogę tyle, na ile jestem świadoma czego chcę, a czego absolutnie nie. A to zaczyna się od bardzo prostych wyborów, w końcu nie odrazu Kraków zbudowano.
Istnieje tendencja do wielkich, spektakularnych zmian...a zmiana to proces, to małe kroki, to droga. To żmudna praca. Myślę, że zaczyna się w sercu, w miejscu, którego nikt nie widzi. Miejscu, do którego tylko ja mam dostęp jeśli się na to odważę.

Dodam jeszcze, że żyjąc z pasją, przeżywając codzienność w kontakcie ze sobą, cieszę się tym, że włażę na drzewo, by zrobić dzieciakom zdjęcie, i czerpię z tego ogromną radość. Dlatego, że jako dziecko wciąż mi mówiono bym uważała, by nie zrobić sobie krzywdy, więc w końcu zaczęłam się bać owego włażenia na drzewa. Odczuwam ogromną satysfakcję z pracy w Szkole, w której nie ma ławek, jest mnóstwo kontaktu z naturą, wspólne warsztaty kulinarne, taneczne, porozumienie bez przemocy. Jednak sukces jaki osiągam, to ogrom zaangażowania, popełnianych błędów, dokonywania wyborów, które narażone są na ocenę z każdej strony. To przełamywanie swoich utartych nawyków, odkrywanie tych dotąd nieświadomych wewnętrznych przekonań o sobie samej etc. 

Warto być zmianą, której się chce. Warto dbać o najbliższe podwórko i przyglądać się temu jak ono się poszerza, pięknieje, rozkwita. Nie po to by być permanentnie szczęśliwym, ani po to by uciec od otaczających nas obowiązków, ale żeby pozwalać sobie przeżywanie wszelkich emocji związanych z ową, czasami trudną codziennością. Bo wszystko co jest mija, czy to są dobre chwile czy trudne, a jeśli dom/szczęście mamy w sobie, to ze wszystkiego gotowi będziemy czerpać naukę na przyszłość. 

Polecam książkę Sztuka minimalizmu Dominique Loreau , która myślę, że mocno wpłynęła na moje postrzeganie zmian, wprowadzania ich w życie. 

Życzę Ci odwagi w odnajdywaniu swojej drogi do serca i do życia z pasją.
Do miłego, do zobaczenia, usłyszenia, porozmawiania lub napisania. Zapraszam Ciebie do kontaktu.

Wilczyca